Smutny i kłopotliwy felieton marcowy.
Jeżeli Bardzo Ważny Minister naszego rządu W. Cimoszewicz mówi: "...Polska gotowa jest zrobić absolutnie wszystko, aby spełnić warunki członkostwa w Unii Eurpejskiej ..." to ja doprawdy nie wiem co o tym powiedzieć. Poza tym, że jest to zupełnie nowa szkoła negocjacji.
Naczelny wymaga ode mnie, żebym swoje felietony oddawał do redakcji późno, żeby "były jak najbardziej aktualne". Chyba ma rację, ale trzeba to sobie jasno powiedzieć, że jesteśmy miesięcznikiem... Miesiąc to dość duży kawałek czasu. Miesiąc w polskiej polityce to już kosmos. To co trzy tygodnie temu było polityczno - medialnym "hitem" dziś już jawi się nam jako dawno zapomniany senny koszmar. Trzeba przyznać, że z jednej strony felietoniści tacy jak ja (i oczywiście lepsi) mają ułatwione zadanie - w polskiej polityce zawsze się coś dzieje i zawsze będzie o czym pisać. Z drugiej strony zachowań na granicy politycznej parodii jest tak dużo, że trudno coś wybrać i nie zapomnieć o czymś, zwłaszcza w tak długim okresie czasu.
No bo proszę zwrócić uwagę, że jeszcze nie dawno wszyscy pasjonowali się walką z mniej lub bardziej urojonym problemem "polskich mrówek granicznych". Podejrzewam, że skala tego przemytu jest niczym w porównaniu z różnymi przekrętami robionymi w spółkach Skarbu Państwa przez "menedżerów" z partyjnego nadania. Ale rząd walczy, to rząd wie - mrówki trzeba wytępić, albo wygnać do lasu! Że nie ma w paszporcie adresu zamieszkania? Co tam! Przecież na oko widać, kto mieszka w strefie nadgranicznej. A jak nie widać to się coś wymyśli. Na przykład elektroniczne chipy wczepiane pod skórę. I proszę bez insynuacji, że będzie to wbrew wywalczonej wolności. Skoro prawie nikt nie protestuje przeciwko dowodom osobistym i całej masie innych dokumentów tudzież numerów, to dlaczego protestować przeciwko elektronicznym chipom? A ile korzyści można osiągnąć przy publicznym przetargu na taką inwestycję... I wtedy nikt by się nie prześlizgnął przez naszą granicę, nikt nie przyniósł by za dużo piwa, za dużo wódki, za dużo czekolady. Same korzyści dla kraju. Jeszcze trochę rozwoju Unii Europejskiej i ... tak może być. Skoro teraz, na życzenie UE, wprowadzamy wizy dla obywateli zza wschodniej granicy to inne "inwestycje" dotyczące ochrony naszych granic też są możliwe.
Bardzo mnie ciekawi i zastanawia kwestia wiz dla obywateli Ukrainy i innych państw dawnego ZSRR. Ciekawe ile na tych obostrzeniach stracimy? Nie myślę w tym momencie o kosztach poniesionych na szkolenie nowych celników, funkcjonariuszy Straży Granicznej, ale o tej całkiem sporej gotówce, którą "ruscy" zostawiali na naszych wschodnich (i nie tylko) rubieżach. Ludzie w Polsce mogli sobie na handlu z nimi po prostu dorobić. Proste pytanie, ale bez prostej odpowiedzi: komu to przeszkadzało? Oczywiście problem bezrobocia na wschodniej ścianie w tym momencie nie był prawie w ogóle poruszany. Unia kazała, Polska zrobiła. Czy to już jest wykorzystanie sławetnego artykułu naszej Konstytucji? Czy tylko nieudolność naszych negocjatorów?
Nie, to nie jest nieudolność. To jest zupełnie nowa szkoła negocjacji. Jeżeli Bardzo Ważny Minister naszego rządu W. Cimoszewicz mówi: "...Polska gotowa jest zrobić absolutnie wszystko, aby spełnić warunki członkostwa..." to ja doprawdy nie wiem co powiedzieć, poza powtórzeniem, że jest to nowa szkoła negocjacji. W ten sposób nie sprzedaje się (nie kupuje się) nawet kota w worku, o pietruszce już nie wspominając. Osobiście za takie stanowisko mogę tylko podziękować i parlamentarnie powiedzieć wszystkim "do widzenia". Niestety nie jest to takie proste, bo wybory do Sejmu i Senatu dopiero za trzy lata. Skąd się bierze takie stanowisko polskich negocjatorów doprawdy nie wiem. Bo przecież na pewno nie wynika ono z ogłoszenia, że prawie 700 osób z Polski będzie zatrudnione w strukturach UE w kategorii "A"... Nie można tak myśleć! Myślenie takie jest objawem wstecznictwa, zacofania i ogólnie rzecz biorąc Ciemnogrodu, przez duże "C".
Rząd chwyta się wszelkich możliwych sposobów, żeby zapewnić sobie ciepłe posadki (ciepłe? chyba gorące!) po zakończeniu kadencji obecnego Parlamentu. Gospodarka naszego kraju leży, poparcie wyborców spada i trzeba coś zrobić, żeby mieć z czego żyć. Wykorzystuje do tego celu nawet Episkopat, który trzeba przyznać, czasami jest za, a czasami to nie wiadomo. A jak nie wiadomo to zaraz pojawiają się różnego rodzaju "straszaki" czy to opodatkowanie dochodów, czy to małżeństwa homoseksualne czy to kwestia aborcji.
A czy Unia nas chce? To jest dobre pytanie i od razu widać ich strategie negocjacyjne - a to nie damy wam tyle pieniędzy ile chcecie, a to domagamy się tego i tego. I... wygrywają naszym kosztem. Co więcej, istnieje poważna szansa, że już w pierwszym roku przynależności do UE będziemy do niej dopłacać więcej niż otrzymamy!!! To nie jest takie dziwne, jeżeli ktoś umie jako tako liczyć, ale sensacją jest, że podała to (uwaga): Gazeta Wyborcza!!! Co to się dzieje w tej Polsce!? Czyżby ktoś "od negocjacji" podpadł temu poczytnemu dziennikowi? Zostawmy to -ważne, że "negocjacje" trwają. Czasami nawet udaje nam się "zamknąć" kolejny etap negocjacji. Czasami nawet udaje się nam dowiedzieć na jakich warunkach. Tak trzymać!
Chociaż jakby się tak zastanowić to Unia powinna chyba zostać rozciągnięta na Wschód, a nawet na Daleki Wschód, tak gdzieś pod Afganistan. Przynajmniej z pokonywaniem granic nasze dzielne wojsko nie miało by kłopotów. Tak się tam pchamy, i już, już osiągnęliśmy gotowość bojową, tylko, że nikt nie chciał chłopaków zabrać autostopem do Afganistanu. No pech i niesprawiedliwość dziejowa. Mieli okazję postrzelać trochę i na razie im się to nie udaje. Pociągi odwołane, PKS też nie jeździ, jedni nie chcą nam pożyczyć samolotów, inni chcą za to pieniędzy, nasze samoloty potrzebują jakiegoś tygodnia, żeby tam dolecieć, okrętu lepiej nie ruszać. Jednym słowem - katastrofa! Bogu trzeba dziękować, że żadne obce wojska na nas ostatnio nie napadały...
Ratunek? Patrząc na posłów modlących się na mównicy sejmowej, okupujących ją, pijących w sejmowej restauracji (w czasie swojej pracy! I co? I nic?), czytając rządowe programy "walki z bezrobociem", "pobudzenia gospodarki", oglądając dalszy ciąg "Show A. Leppera" itp. itd. tak jakby co raz mniej tej nadziei. Pozostaje pisanie smutnych felietonów... Ewentualnie na pociechę Adam Małysz i reprezentacja Polski w piłce nożnej... A jak oni zawiodą?
Paweł Rudzki
Artykuł zamieszczony w internetowym miesięczniku Korespondent.pl
Z powrotem na stronę główną
POLECAM:
Kurs szybkiego czytania: Akademia Szybkiego Czytania