Popularność spada - do boju!
Nie ma co, ciężkie czasy czekają nasz rząd. Małysz przestał skakać, przegraliśmy w piłkę z Japonią, a poprawa stanu gospodarki przewidywana jest w IV kwartale. Obawy do niepokoju? Może, ale przede wszystkim dla obywateli...
Nie ma co, ciężkie czasy czekają nasz rząd. Chwilowo skończyła się Małyszomania, a Mistrzostwa Świata w piłce nożnej jeszcze się nie zaczęły. Co więcej, jeżeli nasi chłopcy będą tam grali tak jak w przegranym meczu z Japonią, to występu na mundialu rząd raczej nie wykorzysta do swoich propagandowych celów. Poparcie dla SLD spada na łeb, na szyję, a poprawa sytuacji gospodarczej kraju jest przewidywana za kilkanaście miesięcy. Trzeba z tym coś zrobić. Trzeba poprawić swój wizerunek - silnej partii, rządzącej silnym krajem...
Zaczęło się od wyprawy wojska do Afganistanu. Niesamowita pompa, orkiestra, ministrowie, premier, kompania reprezentacyjna, wypożyczone samoloty transportowe, pokazywane na okrągło w telewizjach sylwetki naszych dzielnych wojaków - "jesteśmy silni", "jesteśmy zwarci", "jesteśmy gotowi"... I jakoś mało kto zastanowił się dlaczego tak długo to trwało? Dlaczego nie chcieli nas wcześniej? I już zupełnie niezauważona została informacja, że operacja antyterrorystyczna w Afganistanie to zasadniczo się zakończyła. Kto na to zwróci uwagę, jeżeli rządowa, przepraszam, publiczna telewizja nie będzie o tym trąbić na okrągło? Nikt... Ale przecież nie o to chodzi. Bo operacja operacją, ale wizerunek nas silnych jest teraz wszystkim potrzebny.
Podobnie jak po strzelaninie w Nadarzynie. Zginął policjant i to jest niezaprzeczalna tragedia. Nie wiem co wykaże śledztwo, ale człowiek ten powinien dostać medal nie za odwagę walki z przestępczością, ale za odwagę walki z głupotą urzędniczą. Być może krzyczał "policja, nie strzelać", ale napastnicy mogli tego nie zrozumieć... poza tym ile punktów regulaminu powinien wykrzyczeć gdy nad głową latały kule z kałasznikowa? Zginął i od razu zostało to wykorzystane przez ekipę rządzącą - "rząd przyjął uproszczenie procedury", "zabicie policjanta jest gorsze od zabicia cywila", "ma krzyczeć tylko jedno słowo, a nie pięćdziesiąt dwa"... I jednocześnie nikt nie zająknie się na temat przywrócenia kary śmierci. A jaki krzyk ze strony "obrońców praw człowieka" i innych akcji humanistycznych! Wypuszczamy na ulicę "Brudnych Harrych" i inne tego typu głupoty. Ale powie się coś - radio nada, telewizja pokaże i już się jest uznanym autorytetem w dziedzinie spraw wszelakich, ze szczególnym uwzględnieniem specjalności "wyciąganie pieniędzy pomocowych na walkę o prawa człowieka".
A tu człowiek musi się męczyć, pisać, przekonywać naczelnego i korektę (pozdrawiam serdecznie) i nie wiadomo co z tego wyniknie. Poza dalszym brakiem pieniędzy oczywiście!
A męczyłem się ostatnio i podejrzewam, że większość Polaków też, przy wypełnianiu PITu za zeszły rok. Głupio przyznać, ale w tej wyśmiewanej wielokrotnie Rosji (bo to niby takie zacofanie) wypełnienie PITu, a mówiąc dokładniej obliczenie podatku do zapłaty zabiera ok. 45 sekund. Bo jak długo Państwo liczą przy pomocy kalkulatora 15% z Sumy-Nawet-Bardzo-Dużej? U nas przebiega to oczywiście trochę inaczej, trochę bardziej światowo, żeby nie powiedzieć europejsko. PIT-37, do którego można załączyć PIT-O oraz PIT-D, a jak się coś zmienia to też NIP-3. I wypełnia się tabelki, gdzie uwzględnia się odpis od podatku z PITu-O, odpis od dochodu z PITu-O, to samo dla PITu-D, czasami jeszcze z poprzednich lat. Odliczenia też nie są byle czym, bo można odliczać max, 19%, ale nie więcej niż kwota X itd. itd. Już nie mówiąc o odliczeniach na ubezpieczenia zdrowotne, chorobowe i emerytalne, bo wynika z nich jasno, że jak ktoś więcej zarabia to więcej odlicza... "im więcej piję, tym bardziej mi się ręce trzęsą, a tym samym więcej wylewam. Czyli im więcej piję, tym mniej piję..." Pomieszanie z poplątaniem, żeby nie powiedzieć jasno i dosadnie, że jest to "poPITolone". A całe rozliczenie można by przecież zrobić na jednej stronie formatu A4. Na drugiej mógłby się zareklamować na przykład Pan Gudzowaty, ze swoją bardzo atrakcyjną ofertą kredytowa dla ludzi rządzących Państwem lub ubezpieczeniową dla spółek Skarbu Państwa. Mógłby? Mógłby, a że tego nie robi, to pewnie znak, że odpowiedni urzędnicy przegapili taką możliwość. A za podsunięcie pomysłu proszę o przesłanie skromnego datku na konto moje lub Korespondenta.... (Uwaga: w aktualnym druku PIT-37 zajęte są trzy strony - czwarta jest wolna!!!).
Oczywiście jakby tego wszystkiego było mało dalej trwa farsa pod nazwą "Nowe, typowo polskie podejście do problematyki negocjacji z Unią Europejską", o którym już wspominałem w poprzednim numerze. To nic, że Polska zaproponowała 22% podatek VAT na budownictwo, czego UE wcale od nas nie wymagała! To nic, że kilka firm związanych z tą branżą upadnie - przecież mamy program walki z bezrobociem. Jesteśmy troszkę bardziej unijni niż sama unia, ale co tam! Nie zechcą nas? Muszą, bo o to Premier Miller ogłosił oprócz działań rządu "pospolite ruszenie" na rzecz przystąpienia Polski do UE. I w tym przypadku niżej podpisany felietonista głęboko się zastanowił. Kiedy to pospolite ruszenie przyniosło jakieś dobre skutki dla naszego kraju?
Paweł Rudzki
Artykuł zamieszczony w internetowym miesięczniku Korespondent.pl
Z powrotem na stronę główną
POLECAM:
Kurs szybkiego czytania: Akademia Szybkiego Czytania