Feminizm po amerykańsku

"Skoro wiadomo, że dla kobiety małżeństwo jest formą niewolnictwa, ruch feministyczny musi się skoncentrować na walce z instytucją małżeństwa. Kobieta nie może być wolna bez obalenia tej instytucji" - jak w takiej sytuacji nie być anty-feministą(-ką)?

Nie da się ukryć, że w walce z wszelką, źle pojętą, poprawnością polityczną redakcja korespondenta.pl ma jeszcze długą drogę przed sobą. Drogę, której kierunek w pewnym stopniu wyznaczył amerykański dziennikarz i publicysta Rush Limbaugh. Limbaugh prowadzący od kilkunastu lat w USA audycje radiowe i programy telewizyjne zajmuje się tym wszystkim o czym media "postępowe" nie chcą mówić, albo mówią tylko w sposób wspomagający socliberalizm. Limbaugh jest za kapitalizmem rozumianym jako wolna, nieskrępowana przedsiębiorczość i gra rynkowa i stara się dowieść, że wszelkiego rodzaju "socjalizmy" i ustroje, których celem jest uszczęśliwianie człowieka na siłę muszą ponieść klęskę. Nawołuje do myślenia i odwagi, a świetnie jego postawę charakteryzuje dedykacja z książki "Właściwy porządek rzeczy": "Książkę tę dedukuję przede wszystkim tym, którzy boją się uwierzyć, że to oni sami, a nie państwo czy instytucje opiekuńcze są ich najlepszymi przyjaciółmi i sprzymierzeńcami".

Książka, o której mowa, przetłumaczona na język polski przez Jana Fijora i wydana przez Wydawnictwo "Kobieta" w Chicago w 1996. W swoim amerykańskim oryginale została sprzedana w ilości blisko 3 mln egzemplarzy (w twardej okładce), a z listy bestsellerów New York Times, nie schodziła przez 24 tygodnie!

Jak twierdzi sam Limbaugh, feminizm jest częstym "gościem" jego programów radiowych. Nie ukrywa również, że prezentowany przez organizacje kobiece program jest z gruntu lewicowy. A ponieważ w Ameryce przekonanie ludzi wprost do socjalizmu raczej nie jest prostą sprawą, to wymyślono osobne, atrakcyjnie owinięte opakowania, tak aby stały się one bardziej przyswajalne społecznie. Takim też "opakowaniem" jawi się feminizm - kto zaatakuje kobiety w walce o ich "równość"? Wbrew pozorom Rush Limbaugh nie atakuje kobiet. Twierdzi, on "kobiety kocham i bardzo szanuję (...) Jestem przekonany, że ruch na rzecz równouprawnienia kobiet miał u swego zarania uczciwy i szczery zamiar poprawy bytu kobiet. Początkowe postulaty emancypantek, jak choćby "równa płaca, za taką samą pracę", były godne pochwały i w pełni usprawiedliwione". Co wobec tego stało się z tymi szczytnymi hasłami? Wg autora, inny rodzaj kobiet dostał się do władz Krajowej Organizacji Kobiet (NOW), a głównym argumentem stało się założenie o całkowitej zbędności mężczyzn. Kobiety zaczęły myśleć, że miłość i potrzeba mężczyzn jest dla nich czymś kompromitującym, czymś co trzyma je w zacofaniu. Co więcej zaczęły zwalczać tzw. tradycyjną rolę kobiet, gdyż wg wojujących feministek sprawia ona, że kobiety są niewolnicami mężczyzn. Tym samym zburzono tradycyjny, bo ustalony przez Naturę, podział ról pomiędzy kobietą i mężczyzną, co doprowadziło do szeregu nieporozumień, wzajemnych podejrzeń i braku zaufania pomiędzy obiema płciami.

Do obustronnych oskarżeń przyczyniła się też decyzja Federal Communication Commission (FCC - agencja rządowa, zajmująca się regulacją prawną "fal radiowych) o zatrudnianiu odpowiedniej liczby kobiet w stacjach radiowych. Bez względu na to, czy kobieta posiadała wymagane kwalifikacje czy nie była wciągana na listę płac, tylko po to, aby spełnić obowiązek wobec prawa, pozbawiając tym samym pracy wielu mężczyzn. Trudno się wobec tego dziwić, że wielu mężczyzn po prostu feministek nie cierpi.

Co ciekawe, jak twierdzi Limbaugh, nie tylko mężczyźni, ale również "63% Amerykanek nie życzy sobie jakichkolwiek asocjacji z ruchem feministycznym". Z drugiej strony nie ma się temu co dziwić, skoro w pismach kobiecych można znaleźć, podawane przez Limbaugha takie cytaty: "(...) Skoro wiadomo, że dla kobiety małżeństwo jest formą niewolnictwa, ruch feministyczny musi się skoncentrować na walce z instytucją małżeństwa. Kobieta nie może być wolna bez obalenia tej instytucji". Czy w innym miejscu: "Jest niewątpliwym faktem, że dla osiągnięcia pełni kobiecości, kobieta powinna być lesbijką". Mimo iż badania tego nie potwierdzają, organizacje feministyczne bezczelnie przypisują sobie prawo do reprezentowania interesów amerykańskich kobiet. Problem w tym, że interes przywódczyń ruchów feministycznych nie ma z interesem kobiet nic wspólnego, a częściej promuje swoje przywódczynie czy też same organizacje.

Rush Limbaugh, rozwija jeszcze pojęcie feminizmu na "feminazizm" i pisze o wielu swoich perypetiach związanych z atakowaniem go przez organizacje kobiece. Tak jak cała książka, również i dział poświęcony feminizmowi skrzy się humorem, ale również zawiera treści normalne dla konserwatystów, "wywrotowe" dla socjalistów. Oto zabierając głos na temat "prawa" kobiet do udziału w walce zbrojnej, Limbaugh pisze: "Ja uważam, że kobiety nie powinny zostać dopuszczone do boju, zakładając nawet, że znałyby fach militarny. Dlaczego? A no dlatego, że rolą kobiety jest łagodzić, cywilizować, a nie niszczyć. Wojna jest brutalną okrutną ostatecznością. (...) Kluczową i jasno zdefiniowaną rolą kobiet jest przedłużanie gatunku ludzkiego. To właśnie kobiety tworzą system wartości przekazywanych później z pokolenia na pokolenie. To kobiety rodzą potomstwo. Bez nich ludzkość nie mogłaby się rozwijać". Nic dodać, nic ująć. Co na to polskie feministki? Czy swoje siły muszą tracić na nikomu niepotrzebną walkę? Szczerze zachęcam Państwa do przeczytania całej książki "Właściwy porządek rzeczy"!

-----

Rush Limbaugh "Właściwy porządek rzeczy", tłum. Jan M. Fijor, Wydawnictwo "Kobieta" Chicago, USA, 1996"

Paweł Rudzki



Artykuł zamieszczony w internetowym miesięczniku Korespondent.pl


Z powrotem na stronę główną

POLECAM:

Kurs szybkiego czytania: Akademia Szybkiego Czytania