A kiedy żegnasz Przyjaciela...
Już po wszystkim. Odleciał. W oczach dzieci, młodzieży, dorosłych, zakonnic, księży, samego Papieża łzy wzruszenia. Pozostał nam żal, smutek, tęsknota. Bo to już koniec. Bo się skończyło.
"A kiedy żegnasz przyjaciela, nie smuć się, ponieważ jego nieobecność pozwoli Ci zrozumieć co najbardziej w nim kochasz". Dlaczego Go kochamy? Co jest takiego w tym coraz starszym, przygarbionym, schorowanym człowieku, że 1,5 miliona ludzi potrafi stać w deszczu i modlić się chociaż go nie ma z nimi? Co jest takiego w Nim, że pół miliona ludzi w Gliwicach zbiera się w mgnieniu oka "bo ma przylecieć"? To jest po prostu człowiek kochający nas pełnią siebie, miłością bez granic, który widząc nasze błędy i potknięcia nie odwraca się od nas, nie potępia nas - co więcej On do nas przychodzi. Wszyscy chcą być przy nim i czerpać od Niego Wiarę, Nadzieję i Miłość, która
"... nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą...."
To jest Miłość, która jest widoczna w Jego oczach. W spojrzeniu może zmęczonym, ale mówiącym "oto jestem dla ciebie". Każdy chce Go zobaczyć chociaż przez mgnienie sekundy. Ludzie chcą tak jak w Dziejach Apostolskich aby "cień przechodzącego Piotra padł na któregoś z nich". Aby potem mieć nadzieję, wierzyć, że może być inaczej, że może być lepiej, że może być mniej zła, a więcej przyjaźni, pokoju, dobra.
To właśnie ta Miłość przywiodła Go po raz kolejny do naszego kraju i wiodła przez Gdańsk, Elbląg, Pelplin, Toruń, Bydgoszcz i inne miasta. To właśnie ta Miłość kazała mu iść do biednej rodziny i siąść za stołem. Rozmawiać. Słuchać. Być. Szczerze dodać nadziei ludziom, bez chęci wyciągnięcia jakichkolwiek korzyści dla siebie, bez chęci poprawienia swoich notowań wyborczych. Jakże inaczej wygląda ten obrazek zestawiony z widokiem różnego rodzaju polityków, którzy wykorzystując Papieża ewidentnie zaczęli już kampanię przed wyborami prezydenckimi... Smutno, bo nie mogą nam zaproponować nawet w małym ułamku tego, co daje nam On, który mimo zmęczenia i chorób, chce nam służyć, chce nas odwiedzać, chce głosić nam Dobrą Nowinę. To właśnie jest Miłość.
Ta pielgrzymka chyba tak jak każda inna była pod pewnym względem niezwykła. Nie tylko z powodu wizyty w Parlamencie. Nie tylko dlatego, że w Jego umiłowanym Krakowie rozchorował się i nie mógł koncelebrować mszy świętej na Błoniach. Nie tylko dlatego, że Papież wracał tak bardzo osobiście do czasów minionych czy to nad Wigrami, czy to w Starym Sączu, czy szczególnie w Wadowicach, co brzmiało niestety jak pożegnanie. Wiele osób szło "na Papieża", a nie na mszę świętą koncelebrowaną przez Niego. Wiele osób chciało go tylko zobaczyć jak jakąś atrakcję. Ale też o wiele więcej osób, nie patrząc na przeciwności losu, odległości do pokonania, skwar czy deszcz przychodziło na spotkanie z Nim aby się z nim modlić. Aby Go słuchać. Chłonąć każde słowo. Stawać się lepszym. I to jest właśnie niezwykłość Jego pielgrzymowania do Ojczyzny. Te narodowe rekolekcje wszystkim nam były bardzo potrzebne. Zachowajmy Jego naukę, Jego postawę w naszych sercach. Aby w czasie następnej pielgrzymki, da Bóg w przyszłym roku, nasze sumienia nie wyrzucały nam zmarnowanego czasu.
Paweł Rudzki
Artykuł zamieszczony w miesięczniku "Znad Rudawy" po Pielgrzymce do Ojczyzny Papieża Jana Pawła II w 1999r.
Z powrotem na stronę główną
POLECAM:
Kurs szybkiego czytania: Akademia Szybkiego Czytania